Tym wpisem narażam się mojemu mężowi, któremu od półtora roku regularnie suszę głowę z powodu kolejnych rzeczy, które z braku miejsca leżą na podłodze. Jest ich coraz mniej, już naprawdę malutko, ale nadal coś się pałęta pod nogami.
Tak to jest, gdy ma się luksus nieszczęście przeprowadzania na przestrzeni wielu miesięcy. Ostatnie rzeczy z poprzedniego mieszkania (gdzie mieszkaliśmy zaledwie pół roku) wywieźliśmy dokładnie rok po ostatniej spędzonej tam nocy. Tylko dlatego, że tego dnia oddawaliśmy klucze nowym lokatorom ;)

