poniedziałek, 26 września 2016

Dom dla dużej rodziny

Na rynku jest mnóstwo domów w stanie surowym. Ludzie zaczynają budowę, ale tracą pracę, rozwodzą się lub wyjeżdżają za granicę. W wielu przypadkach  dom nigdy nie znajduje kupca, bo każdy woli postawić dom, który idealnie będzie spełniał wszystkie wymagania. Dom w stanie surowym latami niszczeje, straszy, aż w końcu nadaje się już tylko do rozbiórki. Marnowanie przestrzeni, materiałów i pracy rąk ludzkich ;)


niedziela, 25 września 2016

Spodziewasz się dziecka? Kup mniejsze mieszkanie! Półrocznica Pierwszego

Dziś post typu misz-masz - jeśli coś Cię nie intresuje, śmiało omijaj. 
Oto spis treści:
  • postępy Pierwszego (dźwięki, obroty)
  • zasypianie
  • chrzest
  • mata piankowa
  • leżaczek-bujaczek
  • rozszerzanie diety
  • łóżeczko w pokoju dziennym, czyli dlaczego ciąża nie jest powodem do zakupu większego mieszkania

wtorek, 20 września 2016

Nie szanuję książek - "Chcieć mniej" w praktyce

Chcieć mniej - spotkanie z autorką

Na początku września miałam okazję poznać Katarzynę Kędzierską, autorkę bloga Simplicite i książki "Chcieć mniej". Kameralne spotkanie w Fifty Fifty Concept. Wydawnictwo Znak zadbało o  egzemplarz książki dla każdej uczestniczki, a osobom spoza Warszawy zapewniono zwrot kosztów dojazdu. Wydawnictwo Znak, robisz to dobrze!

Piękne zakładki, co? Niestety, czytając przy karmieniu nie mam dodatkowych rąk do robienia notatek. 

Mądrego po książkach poznacie?

"Chcieć mniej" przeczytałam w ciągu kilku dni. Parę wątków mocniej utkwiło mi w pamięci, m.in. fragment o książkach. Pozbywanie się książek było dla autorki jednym z najtrudniejszych zadań podczas upraszczania  życia. Przyznała, że przez lata oceniała ludzi po zawartości ich biblioteczki. Pokaźny księgozbiór utożsamiała z oczytaniem i inteligencją jego właściciela. Mierzyła swoją wartość liczbą posiadanych książek, dlatego tak trudno było jej się z nimi rozstać.
Zauważam taki schemat myślenia u innych. Podziwianie przez gości półek uginających się pod książkami należy do dobrego tonu. Ten, kto mieści wszystkie książki na jednej półce, wstydzi się tego. Widząc w magazynie wnętrzarskim mieszkanie, w którym na pierwszy rzut oka nie widać książek, należy rzucić komentarz: "A właściciele to co? Nie czytają?". I znaleźć miejsce na półce dla każdej pozycji, choćby był to odziedziczony po ciotce Harlequin albo książka o Windows 95.
Mnie akurat daleko do takiego sposobu myślenia. Po pierwsze, są czytniki i można czytać kilkanaście książek miesięcznie nie mając w domu ani jednego papierowego egzemplarza. Po drugie, ktoś kiedyś wymyślił biblioteki. Po trzecie, jeśli w bibliotece jeszcze książki nie ma albo nigdy nie będzie (np. najnowszego poradnika o tym jak być bogatym i szczęśliwym - czy biblioteki w ogóle zaopatrują się w takie rzeczy?), to pewnie ma ją znajomy i ci pożyczy (kto chce osobny post o pożyczaniu ręka do góry!). Albo nieznajomy z drugiego końca miasta sprzeda ci za pół ceny.

Zabójcy książek

Parę dni temu zaczęłam oglądać na kanale HGTV Handmade filmik o okładaniu książek w płótno. Na thumbnailu (jak to się po polsku nazywa?) widać stylizację półki z użyciem gotowych książek, świecą i kwiatkami w wazonie.
Pomysł wyjątkowo mało innowacyjny (dla niedomyślnych: przyklej tkaninę klejem na gorąco) więc zjechałam od razu do sekcji komentarzy i, tak jak się spodziewałam, trafiłam wprost na scenę kamienowania.
Oto parę wypowiedzi:
In Finland we usually read the books and not use them as decoration
Why would you do this to a book?:..(
You did this too a book.....a book is full of wonder and you used it for decoration.....this is a disgrace

(Pomińmy w tej chwili fakt, że kobieta postanowiła mieć czarno-białą biblioteczkę i specjalnie w tym celu zamierzała kupić książki w białych i czarnych okładkach. Kosztowałoby to sporo, więc postanowiła obłożyć książki w płótno. Kupować książki ze względu na wygląd - idiotyczne, co? A pewnie nieraz lajkujesz na Insta stylizacje z ładnymi książkami, które nic nowego nie wnoszą)

Spójrzcie, jak wielu ludzi uważa, że zniszczenie książki jest zbrodnią. Bo przecież od dziecka słyszeliśmy Szanuj książki, Nie maż po książkach.

Nie szanuję książek. 

Mogę o nie co najwyżej dbać.
Szanować autora. Doceniać utwór. Ale książka to tylko nośnik. Kilkaset zszytych kartek. 
O ile piękne wydanie rzeczywiście może dodać parę punktów do twojego poczucia wyjątkowości, to lektury z opracowaniem Wydawnictwa Greg raczej tego nie zrobią - jeśli nie zamierzasz wracać do Ludzi bezdomnych, oddaj lekturę znajomemu licealiście. 
Ze swoją książką mogę zrobić wszystko. Wyciąć środek i zrobić z niej skrytkę na pieniądze. Przykleić do ściany. Przybić do sufitu. Zrobić stolik nocny ze stosu encyklopedii. Wyrwanymi kartkami wytapetować przedpokój. 
Nie masz pomysłu na powtórne wykorzystanie książki, która jest takim gniotem, że nikt nie chce jej nawet za darmo?
Świat się nie skończy jeśli ją wyrzucisz! 
Tzn. oddasz na makulaturę. Ewentualnie spalisz w piecu. 
Szczególnie jeśli to książka informatyczna sprzed dekady. I pod warunkiem, że należy należy do ciebie, a nie do twojego dziecka albo współlokatorki!